Skończyły się czasy, kiedy firmy były na wszelki wypadek neutralne w każdym obszarze. Klienci oczekują od marek, żeby miały poglądy, żeby reprezentowały określone wartości.

Sto lat temu człowiek był tylko żywą maszyną lub dodatkiem do prawdziwej maszyny. Pracodawców nie interesowało co miał w głowie, a tylko czy wyrabiał swój czas pracy.
Obecnie zdecydowana większość z nas pracuje w usługach (również w Polsce), pracuje umysłowo i to, co ma w swojej głowie, zaczyna być krytyczne dla pracodawcy.

Firma to grupa społeczna. Jak każda ma swoje wartości, określony kod etyczny i ma prawo dobierać członków zespołu reprezentujących te wartości i spójnych z tym, jak chce być postrzegana na rynku.

Dlatego nie da się oddzielić w przestrzeni publicznej "swoich poglądów" od poglądów firmy, w której się pracuje.
W szczególności na LinkedIn, gdzie każdy występuje pod szyldem określonej organizacji (marka).

Zapis "prezentowane tutaj poglądy są tylko moje i nie mają nic wspólnego z moim pracodawcą" wydaje mi się równie skuteczny jak słynne „Oświadczam, że nie wyrażam zgody, aby Facebook używał moich zdjęć…”.

Poglądy czy komentarze pracowników, zwłaszcza te stojące w jawnej sprzeczności z deklarowanymi przez firmę, mogą być (i będą!) wykorzystane przez dziennikarzy. Gdy medialne mleko się rozleje, nikogo nie będą obchodzić sprostowania.

Przekonała się o tym Justine Sacco, szefowa komunikacji w IAC (właściciela Tinder, Vimeo, TripAdvisor). 20 grudnia 2013 r. leciała na Święta z USA do swojego rodzinnego Kapsztadu (RPA). Czekając na odlot samolotu pisała na swoim prywatnym Twitterze:

• „Dziwny niemiecki koleś: jest 2014. Weź dezodorant”
• „Nie mogę zostać zwolniony za rzeczy, które mówię, gdy jestem pijana, prawda?"
oraz ostatni (tuż przed wyłączeniem smartfonu):
• Jadę do Afryki, mam nadzieję, że nie dostanę AIDS, tylko żartuję, jestem biała!

Pech chciał, że jeden z jej zaledwie 170 followersów retweetował jej wpis, a ten trafił na podatny grunt. Świat eksplodował, a Justine leciała samolotem nieświadoma burzy medialnej.
Celebryci i blogerzy na całym świecie zachęcali do hejtu na Justine.
Tymczasem ona spała podczas swojej 11-godzinnej podróży. Hashtag #HasJustineLandedYet – osiągał szczyty zasięgów.

Gdy w końcu wylądowała, dowiedziała się, że straciła pracę, została światowym newsem numer jeden i obiektem globalnego hejtu.
Sacco, później wyjaśniała, że jej intencją było „wyśmiewanie amerykańskiej ignorancji wobec RPA”, oraz „parodiowanie tego, co powiedziałaby prawdziwa rasistka”.
Jednak nikogo to nie interesowało.
Dlatego wiele firm (zwłaszcza korporacje) zastrzega, co można publikować, a jeśli są to treści niezwiązane z firmą, by każdorazowo zaznaczyć, że nie są to wypowiedzi w imieniu firmy.

Jednak w szczególności w przypadku osób z Zarządu lub handlowców, nigdy nie można założyć, że ich wypowiedzi na LinkedIn są „prywatne”.

To tak nie działa.

 

Czy możemy mieć „swoje poglądy” na LinkedIn?

30 lipca 2021
  1. pl
  2. en

>>emoji<<

© Copyright 2018 Kordo Marcin Babiak.
    Wszystkie prawa zastrzeżone.

Administratorem danych osobowych jest Kordo Marcin Babiak z siedzibą przy ul. Topolowej 6, 05-504 Korzeniówka. Dane osobowe będą przetwarzane w celu realizacji szkoleń (w przypadku uzyskania ich na potrzeby szkolenia) oraz marketingu usług Kordo Marcin Babiak (w przypadku uzyskania ich poprzez formularz kontaktowy w tej witrynie internetowej). Podanie danych osobowych jest dobrowolne. Posiadacie Państwo prawo dostępu do treści swoich danych osobowych, żądania ich usunięcia oraz ich poprawiania. Państwa dane nie będą udostępniane innym podmiotom.

Polityka prywatności dostępna jest tutaj.

Skontaktuj się z nami

  1. pl
  2. en